Działalność prawotwórcza samorządu terytorialnego

Zapoczątkowany w 1990 roku proces decentralizacji administracji publicznej na rzecz gminy objął swym zakresem także kompetencje prawotwórcze. Należy przy tym podkreślić, iż ta sfera działalności samorządowej jest niezwykle istotna z punktu widzenia oceny funkcjonowania samorządu terytorialne obowiązujące bowiem na danym terenie lokalne źródła prawa mają podstawo i bezpośrednie znaczenie dla praw podmiotowych jednostek na tym terenie.

Poruszenie tej tematyki właśnie teraz, po dziesięciu latach funkcjonowania samorządu gminnego, uzasadnione jest dodatkowo tym, że obowiązujący dwóch lat pakiet ustaw, reformujących system administracji publicznej, niesie sobą nowe regulacje prawne w tej właśnie dziedzinie. Powołane bowiem życia nowe podmioty samorządowe wyposażone zostały w uprawnienie do stanowienia przepisów powszechnie obowiązujących na ich terenie; a więc w uprawnienie do stanowienia lokalnych źródeł prawa. Wyraźnie widoczna jest więc stale rosnąca rola lokalnego prawodawstwa w działalności samorządu terytorialnego.  O skali  i  wadze zjawiska świadczyć mogą licz w 1999 roku w Dzienniku Ustaw oraz Dzienniku Urzędowym Monitor Poi ukazało się niespełna 2000 aktów prawnych, liczba zaś aktów lokalnych opublikowanych w tym samym czasie w wojewódzkich dziennikach urzędowych była 10-krotnie większa.

Jak wiadomo, zagadnienie lokalnych źródeł prawa budziło wiele kontestacji na gruncie ustawy o samorządzie gminnym.


T. Bąkowski, A. Skóra, Problemy publikacji prawa miejscowego w wojewódzkich dziennikach urzędowych, [w:] Administracja i prawo tysiąclecia

Reklamy

Reformy samorządowe

W kontekście reform samorządowych w różnych okresach te relacje różnie się kształtowały. W końcu 1989 r. presja na dokonanie zmian wyraźnie wskazywała, że oczekiwania społeczeństwa wyprzedziły tempo przemian. Odtworzenie gmin nie tylko te oczekiwania zaspokoiło, ale zdecydowanie wyprzedziło.  Społeczeństwo potrzebowało kilku lat,  aby wypełnić swą działalnością te ramy,  które zostały stworzone. Ale już w połowie lat dziewięćdziesiątych potrzeby szły dalej. Zmiany prawne pozostawały w tyle J Presja więc wzrastała, sygnalizując konieczność zmian. Reformy 1998 r. te oczekiwania zaspokoiły. I znowu społeczeństwo będzie potrzebowało kilku lat, aby je w pełni skonsumować, l znowu za kilka lat powstanie konieczność! kolejnych zmian.

Wielkie systemy społeczne, polityczne czy gospodarcze nigdy nie mogą osiągnąć pełnej stabilizacji. Muszą się rozwijać, aby nie zginąć. A rozwój powodują jedynie sprzeczności. Gdy wszyscy akceptują istniejące warunki, nie ma potrzeby ich zmieniać, nie ma motywacji do rozwoju. Stwierdzenia te dotyczą także ustroju państwa i władz samorządowych. Organizacja i sposób działania tych ostatnich jest bezpośrednim odbiciem stanu świadomości społeczeństwa, jego tradycji i umiejętności, wzorów zachowań, stanu gospodarki, dostępnych technologii, środowiska naturalnego i wielu innych czynników. Wszystkie one podlegają stałej ewolucji. Dlatego system samorządowy musi [ewoluować. I tak się dzieje w rzeczywistości. Za dowód może służyć fakt, że we [wszystkich krajach europejskich po II wojnie światowej dokonano głębokich reform ustrojowych. A w niektórych krajach przeprowadzono je nawet kilkakrotnie.

Każda reforma musi być traktowana jako jedno ogniwo w łańcuchu przeobrażeń ustrojowych. Nie istnieje nic takiego jak „ostateczny model ustroju”. Każdy stan ustroju jest bowiem stanem przejściowym, odpowiadającym aktualnym potrzebom i możliwościom społeczeństwa. W najbliższych latach będziemy dokonywać kolejnych zmian w obecnie przyjętych ustawach i regulacjach prawnych, gdyż i nasza gospodarka, i my sami podlegamy rozwojowi. Będą powstawać tak nowe potrzeby, jak i nowe możliwości ich zaspokojenia, l nie należy zjawiska stałej ewolucji norm traktować jako negatywnej oceny aktualnych reform. Funkcjonowanie państwa zależy bowiem od zachowań ludzi. Ustawodawca tworzy jedynie ramy, które oni wypełniają swoją działalnością. Ustawy tworzy się, przewidując takie czy inne zachowania. Ale nie jest możliwe, aby przewidzieć je bez błędów, ani też bez­błędnie przewidzieć wszystkie okoliczności, jakie będą towarzyszyły realizacji reform.

Jeśli jednak proces przekształceń i decentralizacji następował – mimo j tylu ośrodków i grup jemu nieprzyjaznych – to należy się zastanowić, dlaczego tak się działo. Znacznie prościej jest zidentyfikować przeciwnika reform niż tego, który im sprzyja. Sądzę, że w poszczególnych okresach różny [był rodzaj mechanizmów powodujących zmiany.

Omawiane tu lata 1990-1997 to pierwszy okres umacniania się odtworzonych samorządów lokalnych. W tym czasie udowodniły one sens swego istnienia i zajęły trwale miejsce zarówno w ustroju państwa, jak i świadomości społecznej. Potwierdziły także swa kluczowa role w rozsadzaniu da, scentralizowanych struktur, stając się jedną z głównych sił społecznych wymuszających kolejne reformy. Te właśnie lata stworzyły podstawę głębokich reform ustrojowych, przeprowadzonych w 1998 i 1999 przez koalicję, która zwyciężyła w wyborach 1997 r. Odbudowa dwóch wyższych szczebli władz lokalnych i regionalnych, i to w ich samorządowym charakter była możliwa tylko dlatego, że wcześniej gminy odniosły tak wielki suko Dzięki memu powstały wiedza i doświadczenie, wykształciły się kadry lokalny polityków i urzędników.

Krytyka doktryny interwencjonizmu

podrozdział pracy magisterskiej

Kapitalizmem lub gospodarką rynkową nazywamy tę formę społecznego współdziałania, która oparta jest na prywatnej własności środków produkcji. Z drugiej zaś strony, socjalizm, komunizm czy gospodarka planowa, to formy społecznego współdziałania oparte na publicznej własności środków produkcji. Często przyjmuje się, że jest jeszcze trzecia forma społecznego współdziałania, jako stała forma ekonomicznej organizacji. Istnieje w niej system prywatnej własności środków produkcji, jednak rząd ingeruje w tą własność różnymi zarządzeniami i zakazami. System ten nazywany jest interwencjonizmem. Wszystkie rządy, które nie przyznaj ą się otwarcie do socjalizmu maj ą tendencj ę ku temu, by przyjmować stanowisko pośrednie. Również prawie wszystkie partie polityczne proponują przynajmniej pewien stopień rządowej interwencji[1].

W systemie ekonomii kapitalistycznej środki produkcji znajduj ą się w posiadaniu jednostek lub zorganizowanych grup ludzi, takich jak korporacje. Właściciele używaj ą tych środków bezpośrednio do produkcji lub, za odpowiednim wynagrodzeniem, pożyczają je tym, którzy chcą ich użyć w dziedzinie produkcji. Jednostki lub związki ludzi, produkujący za własne, bądź pożyczone pieniądze, zwane są przedsiębiorcami. Na pozór wydaje się, że to przedsiębiorcy decyduj ą, co i w jaki sposób powinno być produkowane. Jednakże nie produkuj ą oni dla własnych potrzeb, lecz dla potrzeb tych wszystkich, którzy stanowią społeczeństwo. W systemie gospodarki rynkowej to konsumenci są królami. Oni są panami, zaś przedsiębiorcy muszą, w swym własnym interesie, starać się spełniać ich pragnienia najlepiej jak tylko potrafią. Wolny rynek zwany jest inaczej demokracją konsumentów, gdyż każdego dnia jest on miejscem ich codziennego głosowania swymi pieniędzmi na preferowane towary i usługi. Wyniki głosowań oraz ilość wydanych na rynku pieniędzy są dwoma sposobami wyrażania opinii przez konsumentów. Kupuj ąc lub powstrzymuj ąc się od zakupów, konsumenci decyduj ą o sukcesie lub porażce przedsiębiorców. Biednych przedsiębiorców czynią bogatymi, a bogatych biednymi. Odbieraj ą oni środki produkcji tym przedsiębiorcom, którzy nie wiedzą, jak w najlepszy sposób mogliby służyć konsumentom, i przekazują je innym przedsiębiorcom – którzy znają sposób lepszego użycia tych środków[2].

W ekonomii rynkowej każda osoba ma wolność wyboru jakiejkolwiek kariery życiowej, wybrania swojej własnej drogi włączenia się do społeczeństwa. Ale nie w systemie socjalistycznym: jej kariera jest zdeterminowana przez dekret rządu. Rząd może rozkazać ludziom, których nie lubi i nie życzy sobie, aby żyli w pewnych rejonach państwa, by przenieśli się gdzie indziej. I zawsze może usprawiedliwić i wyjaśnić taka procedurę tym, ze rządowy plan wymaga obecności tego znakomitego obywatela pięć tysięcy mil od miejsca, w którym mógłby być przykrym dla władzy. To prawda, że wolność, która człowiek może mieć w ekonomii rynkowej nie jest doskonała z metafizycznego punktu widzenia. Ale nie istnieje taka rzecz jak doskonała wolność. Wolność coś znaczy tylko w ramach społeczeństwa. Osiemnastowieczni autorzy „prawa naturalnego” – przede wszystkim Jan Jakub Rousseau – wierzyli, ze niegdyś, w odległej przeszłości, ludzie cieszyli się czymś nazwanym „naturalna wolnością”. Ale w dawnych czasach ludzie nie byli wolni, byli na łasce każdego silniejszego od nich. Sławne słowa Rousseau: „człowiek urodził się wolny, a wszędzie jest w łańcuchach” mogą brzmieć dobrze, ale faktycznie człowiek nie rodzi się wolnym. Rodzi się jako bardzo słabe niemowlę. Bez opieki rodziców i opieki danej jego rodzicom przez społeczeństwo, nie mógłby zachować życia[3] [4].

Doktryna liberalna opierała się na rozróżnieniu między społeczeństwem obywatelskim a Państwem. Rousseau ustalił, iż owo rozróżnienie jest możliwe tylko dlatego, iż oba terminy mają swoje źródło i podstawę w trzecim terminie, który on jako pierwszy wyodrębnił w całej jego wyrazistości i który ochrzcił imieniem, jaki przy nim pozostanie: „społeczeństwo”. Rousseau dał odczuć człowiekowi nowożytnemu, iż nie żyje on zasadniczo we wspólnocie politycznej czy w Państwie, ani też w systemie ekonomicznym, lecz przede wszystkim w „społeczeństwie” . Wolność w społeczeństwie znaczy, ze człowiek polega w takim samym stopniu na innych ludziach, jak inni ludzie na nim. Społeczeństwo w systemie wolnego rynku, w warunkach „economia libre”, odznacza się tym, ze każdy służy swym współobywatelom. Wolność naprawdę oznacza wolność popełniania błędów. To musimy zrozumieć. Możemy być bardzo krytyczni odnośnie sposobu, w jaki nasi współobywatele wydają swoje pieniądze i urządzają swoje życie. Możemy wierzyć, że to, co robią, jest absolutnie nierozsądne i złe, ale w wolnym społeczeństwie istnieje wiele możliwości wyrażenia opinii na temat, jak nasi współobywatele powinni zmienić swoje postępowanie.[5]

W systemie socjalistycznym środki produkcji są własnością publiczną, a rząd decyduje, co i jak powinno być produkowane, oraz dzieli pomiędzy członków społeczeństwa dobra konsumpcyjne. System ten może być realizowany według dwóch różnych wzorów. Jeden z nich, który nazywać będziemy marksistowskim lub sowieckim, jest czysto biurokratyczny. Wszystkie przedsiębiorstwa przemysłowe są departamentami rządowymi, podobnie jak są nimi administracje wojska i marynarki albo np. system pocztowy. Cały naród tworzy jedną armię pracujących, a dowódcą tej armii jest pierwszy sekretarz rządzącej partii marksistowskiej. Drugi wzór nazywać możemy systemem narodowo – socjalistycznym. Różni się on od pierwszego tym, że pozornie i nominalnie utrzymuje prywatną własność środków produkcji, a także wymianę rynkową. Przedsiębiorcy kupują i sprzedają, opłacają pracowników, regulują długi kontraktowe, spłacaj ą odsetki bankowe i amortyzacj ę, jednak są oni przedsiębiorcami jedynie z nazwy. Rząd dyktuje tym pozornym przedsiębiorcom, co i jak maj ą produkować, po jakich cenach i od kogo kupować oraz po jakich cenach i komu sprzedawać. Rząd decyduje o tym, komu i na jakich warunkach kapitaliści powinni powierzać swe fundusze oraz gdzie i za jakie wynagrodzenie robotnicy powinni pracować. Wymiana rynkowa to tylko pozory. W rzeczywistości wszystkie ceny, zarobki i stopy procentowe są ustalane przez władze państwowe. To władze, a nie konsumenci kieruj ą produkcją. Jest to socjalizm z zachowaniem pozorów systemu kapitalistycznego. Etykietka z napisem „kapitalizm” jest tu utrzymana, jednak w istocie nie ma ona nic wspólnego z prawdziwą gospodarką rynkową[6].

Wielu zwolenników interwencjonizmu wyraża zdziwienie, kiedy im się powie, że zalecaj ąc interwencjonizm, sprzyjaj ą antydemokratycznym i dyktatorskim tendencjom oraz ustanowieniu totalitarnego socjalizmu. Protestują wówczas, że naprawdę są szczerymi zwolennikami demokracji, przeciwstawiaj ącymi się tyranii i socjalizmowi. Chodzi im jedynie o poprawę warunków życia ubogich. Mówią, że kierują się względami sprawiedliwości społecznej i opowiadają się za bardziej uczciwą dystrybucją dochodów właśnie dlatego, że zamierzają zachować kapitalizm i jego polityczną strukturę lub nadbudowę, tzn. rząd demokratyczny. Ludzie ci jednak nie potrafią zdać sobie sprawy z tego, że różnorakie proponowane przez nich programy nie są w stanie przynieść tych korzystnych efektów, o jakie im chodzi. Wręcz przeciwnie, powodują one taką sytuacj ę, która z punktu widzenia ich zwolenników jest gorsza, niż poprzednia sytuacja, którą miały właśnie poprawić. Jeśli rząd, którego pierwsza ingerencja w działanie mechanizmów rynkowych poniosła klęskę, nie będzie gotów do wycofania się z tej interwencji i do powrotu do wolnej gospodarki, to będzie musiał dodawać do tej pierwszej ingerencji coraz to więcej uregulowań i ograniczeń. Postępuj ąc w ten sposób krok po kroku dociera w końcu do punktu, w którym zniknęła już cała swoboda gospodarcza jednostek. Wyłania się wtedy socjalizm według wzorca niemieckiego, czyli Zwangswirtschaft nazistów[7] [8] [9].

W gospodarce rynkowej konsumenci są arbitrem najwyższym. Nabywanie przez nich lub powstrzymywanie się od nabywania decyduje ostatecznie o tym, co wytwarzają przedsiębiorcy, w jakich ilościach i jakiej jakości. Właśnie ten mechanizm bezpośrednio określa ceny towarów konsumpcyjnych i pośrednio ceny wszystkich towarów producentów, tzn. robocizny i materialnych czynników produkcji. Rynek dopasowuje wysiłki wszystkich zaangażowanych w podaż na potrzeby konsumentów do życzeń tych, dla kogo produkują, to znaczy dla konsumentów. Podporządkowuje on produkcję konsumpcji . Stałym źródłem nierównowagi w systemach gospodarki socjalistycznej była ich niezdolność do odkrywania i twórczego wykorzystywania wiedzy, determinowana czynnikami instytucjonalnymi . Wyeliminowanie wolności, konkurencji i rynku, wprowadzenie planistycznych metod alokacji zasobów spowodowało niebezpieczne pęknięcie w strukturach obiegu i kreacji wiedzy w społeczeństwie. Z jednej bowiem strony wiedza o zasobach i celach jest rozproszona między gospodarujące jednostki, a z drugiej strony decyzje alokacyjne w gospodarce kolektywnej miały być podejmowane centralnie. Pojawił się więc problem odkrywania, przekazywania i gromadzenia rozproszonej wiedzy przez władzę centralną[10].

Produkcją można kierować na dwa sposoby: poprzez ceny ustalane przez rynek, czyli poprzez kupowanie lub powstrzymywanie się od kupowania ze strony konsumentów, albo też może nią kierować rządowa centralna rada zarządzania produkcją. Nie istnieje żadne dostępne trzecie rozwiązanie. Nie ma też trzeciego zdolnego do funkcjonowania systemu społecznego, który nie byłby albo gospodarką rynkową albo socjalizmem. Rządowa kontrola jedynie nad częścią cen musi spowodować sytuację, jaką – bez żadnego wyjątku – każdy uzna za absurdalną i sprzeczną z celem. Jej nieuniknionym rezultatem będzie chaos i niepokoje społeczne. (…) Rynek to demokracja, w której każdy grosz daje prawo głosu. To prawda, że poszczególne jednostki nie mają takiej samej siły głosu. Człowiek bogatszy oddaje jak gdyby więcej głosów niż człowiek uboższy. Ale w gospodarce rynkowej bycie bogatszym i osiąganie wyższych dochodów już jest rezultatem poprzednich wyborów. W gospodarce rynkowej nie zafałszowanej ustalonymi przez rząd przywilejami i ograniczeniami jedynym środkiem zdobycie bogactwa i utrzymania go jest służenie konsumentom w najlepszy i najtańszy sposób. Kapitaliści i właściciele ziemscy, którzy zawodzą pod tym względem, ponoszą straty. Jeżeli nie zmienią swego postępowania, utracą bogactwo i staną się biedakami. To konsumenci czynią ludzi bogatymi a bogatych biednymi. To konsumenci ustalają zarobki gwiazdy filmowej i śpiewaczki operowej na poziomie wyższym niż zarobki spawacza, nauczyciela, czy księgowego[11].

Należy tutaj ostrzec przed zbyt łatwym mieszaniem socjalizmu z interwencjonizmem. System skrępowanej gospodarki rynkowej, czyli interwencjonizm, różni się od socjalizmu tym, że wciąż istnieje rynek, rząd jednak usiłuje nań wpływać poprzez różnego rodzaju ingerencje. Nie chce on rynku całkowicie wyeliminować. Oczekuje, że produkcja i konsumpcja będą rozwijać się inaczej niż w warunkach rynku nieskrępowanego. Osiągnąć chce taki stan rzeczy poprzez wstrzykiwanie nakazów i zakazów w świat rynku. Są to jednak pojedyncze interwencje nie łączące się w zintegrowany system regulujący wszystkie ceny, płace, stopy procentowe i nie oddające kierownictwa nad wielkością produkcji i konsumpcji w ręce rządu[12]. Od samych początków ruchu socjalistycznego i wysiłków odnowienia polityki interwencyjnej czasów przedkapitalistycznych, zarówno socjalizm jak i interwencjonizm zostały zdyskredytowane w oczach znawców podstaw ekonomii. Ludzie chcą socjalizmu nie ponieważ wiedzą, że socjalizm zapewni im lepsze jutro, a odrzucają kapitalizm gdyż wiedzą, że jest to system przeciwny ich życiowym interesom. W rzeczywistości są socjalistami ponieważ wierzą, że socjalizm polepszy ich warunki bytu, a nienawidzą kapitalizmu ponieważ wierzą, że ich krzywdzi. Oczywiste jest, że biedne kraje chcą się wyzwolić od niedostatku. Ich mieszkańcy mając na celu polepszenie warunków gospodarczych winni więc przyjąć taki system społeczno – ekonomiczny, który najlepiej zagwarantuje osiągnięcie tego celu; czyli, logicznie rzecz biorąc, zdecydować się na kapitalizm. Tymczasem, zbałamuceni przez fałszywe idee antykapitalistyczne, są oni przychylnie nastawieni do komunizmu. Jest rzeczywiście paradoksem, że przywódcy owych krajów, rzucaj ąc tęskne spojrzenia na bogactwo krajów zachodnich, odrzucają metody które uczyniły Zachód bogatym, a bywają oczarowani sowietyzmem, który jest odpowiedzialny za utrzymanie Rosjan i ich satelitów w biedzie[13].

W systemie gospodarki rynkowej rząd martwi się o ochronę życia, zdrowia i prywatnej własności swych obywateli przed jakimkolwiek przymusem czy oszustwami. Rząd dysponujący aparatem sprawiedliwości i przymusu jest w stanie zapewnić sprawne funkcjonowanie wolnego rynku. Powstrzymuje się on jednak przed ingerencj ą w wolność ludzkich działań w dziedzinie produkcji i dystrybucji dotąd, dopóki działanie te nie prowadzą do stosowania przymusu jednych w stosunku do drugich, bądź nie opierają się na oszustwie przeciwko życiu, zdrowiu i własności innych. Taka forma zachowania się rządu wobec przedsięwzięć ekonomicznych swoich obywateli to charakterystyczna cecha państwa w gospodarce rynkowej. Jeżeli klasyczni liberałowie przeciwstawiaj ą się rządowej interwencji w sferę ekonomiczną, czynią to, ponieważ wiedzą, że gospodarka rynkowa jest efektywnym i sprawnie funkcjonującym systemem jedynie dzięki niczym nie skrępowanej współpracy społecznej. Są przekonani, że żaden inny system nie mógłby przynieść ludziom więcej dobrobytu i zadowolenia. Liberałowie angielscy i francuscy oraz ojcowie Konstytucji Stanów Zjednoczonych domagali się ochrony prywatnej własności nie dla korzyści jednej klasy, ale dla ochrony wszystkich ludzi, ponieważ wiedzieli oni, że bogactwo całego narodu i każdego człowieka najpełniej będzie zabezpieczone właśnie w warunkach systemu gospodarki rynkowej[14].

Idea, że istnieje trzecia droga – między socjalizmem a kapitalizmem, jak mówią jej zwolennicy – system równie daleki od socjalizmu, jak i od kapitalizmu, ale posiadający korzyści i pozbawiony wad każdego z nich – jest czystym nonsensem. Ludzie, którzy wierzą, że jest taki mistyczny system, mają rzeczywiście dużą wyobraźnię, pochwalając wspaniałości interwencjonizmu. Można tylko powiedzieć: oni się mylą. Wtrącanie się rządu, który chwalą, wywołuje skutki również i dla nich dokuczliwe. Idea ingerencji rządu jako „rozwiązania” ekonomicznych problemów prowadzi w każdym kraju do warunków, które co najmniej są bardzo niezadowalające i często całkiem chaotyczne. Jeśli rząd nie zatrzyma się na czas, wprowadzi socjalizm[15]. W socjalizmie za wszystkie sprawy dotyczące ekonomii odpowiada państwo. Rząd wydaje rozkazy każdej gałęzi produkcji, podobnie jak wydaje je armii. Nie istnieje tam sfera prywatnej działalności. Wszystko jest kierowane przez władze państwowe. Człowiek w takim systemie jest niczym mieszkaniec sierocińca lub domu poprawczego. Musi wykonywać zleconą mu pracę i może konsumować jedynie to, co zostało mu przydzielone przez władzę. Może on czytać jedynie książki i gazety wydane przez władze lub dozwolone i może podróżować tylko wówczas, gdy przyznaj ą mu na to środki. Musi przyjąć zawód, który władze dla niego wybrały i musi zmienić swój zawód i miejsce zamieszkania, jeśli mu tak nakażą. W tym sensie możemy śmiało stwierdzić, że obywatele państw socjalistycznych nie są ludźmi wolnymi[16].

W systemie skrępowanego rynku, czyli interwencjonizmu, państwo i przedsiębiorcy to dwa wyraźnie oddzielone od siebie czynniki funkcjonujące w dziedzinie ekonomii. W warunkach interwencjonizmu istnieje więc dwoistość rynku i władz państwowych. W przeciwieństwie jednak do czystej gospodarki rynkowej, władze te nie ograniczają się jedynie do zapobiegania zakłóceniom w wymianie rynkowej. Nakazami, zakazami i poprzez pojedyncze interwencje, władze same ingerują w działalność rynku. Interwencja jest pojedynczym zleceniem państwa dysponującego różnymi możliwościami wywierania na ludzi presji. Zmusza ono producentów i właścicieli środków produkcji do ich użycia w sposób inny niż ten, jaki zastosowaliby oni pod presją rynku. Pozbawienie człowieka wolności w wyborze rodzaju konsumpcji prowadzi w konsekwencji do obalenia wszystkich wolności[17].

[1] Ortodoksyjni marksiści zalecają interwencjonizm, uznając fakt, że paraliżuje on i niszczy kapitalistyczną gospodarkę rynkową i w ten sposób, według ich opinii, prowadzi do socjalizmu. Argument ten wysunięty był 100 lat temu przez Fryderyka Engelsa.

[2]   L. von Mises, Interwencjonizm, Kraków 2005, s. 13 – 16.

[3]   L. von Mises, Ekonomia i polityka, Londyn 1992, s. 19 i 20.

[4]   P. Manent, Intelektualna historia liberalizmu, Kraków 1994, s. 118.

[5]   L. von Mises, Ekonomia i polityka…, s. 20 i 21

[6]   L. von Mises, Interwencjonizm…, s. 20 – 21.

[7]   L. von Mises, Planowany Chaos, Lublin – Chicago – Warszawa 2005, s. 23.

[8]   Ibidem, s. 25 i 26.

[9]    Neokeysizm tolerował zarówno subwencjonowanie produkcji, jak też szeroko rozwinięty system świadczeń socjalnych. Neoliberalizm każe je ograniczyć do minimum, ze względu na ich proinflacyjny charakter. Zob. P. Bożyk, Państwo na marginesie, „Przegląd Tygodniowy”, z 22 kwietnia 1998, s. 19.

[10] Z. Hockuba, Droga do spontanicznego porządku, Warszawa 1995, s. 62.

[11]   L. von Mises, Planowany Chaos., s. 25 – 26.

[12]   L. von Mises, Interwencjonizm…, s. 21.

[13]   L. von Mises, Mentalność antykapitalistyczna, Roz. 11: Front antykapitalistyczny

[14]   L. von Mises, Interwencjonizm…, s. 24 i 25.

[15]   L. von Mises, Ekonomia i polityka…, s. 35 i 36

[16]   L. von Mises, Interwencjonizm…, s. 25 i 26.

[17]  Ibidem, s. 26 – 29.

Karol Wojtyła a komunizm

Namiestnik Chrystusowy postawił przed komunizmem warunki nie do spełnienia. Przyjmując je komunizm nie mógł ocalić własnej tożsamości i pozostać sobą. „[…] Tym, którzy twierdzą, że istnienie bloków jest rzeczą nieuniknioną, odpowiadamy, że jest jednakże możliwe, a nawet konieczne, stworzenie nowych modeli społeczeństwa i stosunków międzynarodowych, które zapewniałyby sprawiedliwość i pokój na stałych i powszechnych podstawach. Zrozumiałą jest rzeczą, że takie modele nie mogą być po prostu narzucone z góry czy z zewnątrz, ani też osiągnięte przy pomocy pewnych metod i technik. Dzieje się tak dlatego, że najgłębsze korzenie sprzeciwu i napięć, które okaleczają pokój i rozwój, tkwią w sercu człowieka. Nade wszystko więc należy odmienić wszystkie serca i postawy ludzi, a to wymaga odnowy, nawrócenia jednostek. Badając rozwój społeczeństw w ostatnich latach możemy zauważyć nie tylko głębokie rany; u ludzi nam współczesnych i wielu narodów widzimy również oznaki zdecydowanej woli przezwyciężenia obecnych przeszkód w stworzeniu nowego systemu międzynarodowego. Tę drogę winna obrać ludzkość, jeżeli ma wejść w epokę powszechnego pokoju i integralnego rozwoju. […]” [3] (ss. 8 i 9), „[…] ustanowienie ładu opartego na sprawiedliwości i pokoju jest dziś koniecznością życiową, jest nakazem moralnym obowiązującym wszystkich ludzi i rządy, stawianym ponad ideologie i systemy. […] należy odrzucić mentalność i postawy polityczne opanowane żądzą władzy, ideologiami, obroną własnych przywilejów i bogactw, a zastąpić je gotowością do dzielenia się i współpracy ze wszystkimi w duchu wzajemnego zaufania. […]” [3] (s. 10), „[…] Prawdziwy dialog wybiega poza ideologie[…]” [3] (s. 12), „[…] chrześcijanie muszą pokonać bariery ideologii i systemów […]” [3] (s. 15) i wiele innych fragmentów, których nie sposób tu wymienić. Historia się powtórzyła. Obecnie biskupi polscy formalnie akceptując wchłonięcie Polski przez Unię Europejską postawili przystąpieniu takie warunki, o których z góry wiadomo, że Unia ich spełnić nie może. Nie jest wiadome, czy i na ile biskupi polscy wzorowali się na Swoim Przełożonym.

Aby ustrzec się popełnienia anachronizmów należy zwracać baczną uwagę nie tylko na polityczne okoliczności zewnętrzne, ale także na sytuację wewnątrz samego Kościoła. A bardzo się różniła w chwili wyboru Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową od obecnej. Żeby wymienić tylko tzw. „teologię wyzwolenia”. W największym skrócie można ją nazwać czynnym popieraniem przez osoby duchowne terroryzmu. A posługując się językiem ulicy: latynoscy księża latali po górach z kałasznikowami. Nowy Sternik Nawy Kościelnej nie zwlekał: „[…] Jan Paweł II otwiera trzecią Konferencję Biskupów Ameryki Łacińskiej, która ma obradować na temat ewangelizacji kontynentu. Papież wygłasza przeszło godzinne przemówienie, przedstawiając zasadnicze punkty, które powinny być przedmiotem obrad biskupów. Na samym początku mówi wyraźnie: »Gromadzicie się tutaj nie jako sympozjum ekspertów, nie jako parlament polityków, nie jako kongres naukowców czy techników­ — choć takie spotkania są również ważne […]. Wasze spotkanie jest braterskim spotkaniem pasterzy Kościoła«. Oświadcza między innymi: »Błędne jest twierdzenie, że wyzwolenie polityczne, ekonomiczne czy społeczne pokrywa się ze zbawieniem przyniesionym przez Chrystusa«. Papież dalej podkreśla, że przedmiotem nauczania winna być prawda o Chrystusie, który nie jest bohaterem walki politycznej czy zwolennikiem walki klas, czy wreszcie rewolucjonistą, lecz Zbawicielem przynoszącym przebaczenie i pojednanie: »Ci, którzy znają historię Kościoła, wiedzą, że zawsze pojawiały się wspaniałe postacie biskupów, głęboko zaangażowanych w dowartościowanie i odważną obronę godności ludzkiej tych, których Pan powierzył ich opiece. Czynili to zawsze na mocy nakazu płynącego z ich biskupiego nadania. Ponieważ dla nich godność człowieka ma znaczenie ewangeliczne i nie można jej poniżać bez obrażania Stwórcy. Jeżeli Kościół angażuje się w obronę godności człowieka, czyni to zgodnie ze swoim posłannictwem«. Innymi słowy, Papież w tym przemówieniu podkreśla nie polityczną, lecz ewangeliczną, religijną misję kleru i wiernych. To przemówienie jest zaatakowane bardzo ostro przez dziennikarzy. Zarzucono Papieżowi, że robi krok wstecz, że chce wycofać księży do zakrystii, że odcina się i odżegnuje od walki o lepsze warunki życia dla pokrzywdzonych. […]” [4] (s. 19). Jak zwykle Karol Wojtyła skupił się nie na zewnętrznych objawach, tylko na najgłębszych przyczynach. Sesja, na której Ojciec Święty wygłosił otwierające przemówienie odbyła się w Puebli w Meksyku, 27 stycznia 1979r., czyli w trzy miesiące od wyniesienia Go na Tron Świętego Piotra. Zważywszy, że poprzednia sesja Konferencji Episkopatu Ameryki Łacińskiej odbyła się w 1968r., oraz na konieczność poświęcenia czasu na przygotowania jest to tempo iście ekspresowe. Dobitnie świadczy o wadze, jaką JŚ przywiązywał do teologii wyzwolenia. Zabiegi Papieża okazały się skuteczne, czego najlepszym dowodem jest fakt, że już od kilku dobrych lat nie słyszymy z mediów o problemie teologii wyzwolenia. Ponieważ przytłaczająca większość wysokonakładowych mediów jest opanowana przez lewicę i nie przepuszczają żadnej okazji, żeby wbijać szpile Kościołowi, to gdyby tylko problem teologii wyzwolenia jeszcze istniał, to natychmiast zostałby szeroko rozpropagowany. Cisza medialna najlepiej dowodzi całkowitego powodzenia działań Papieża. Z braku teologii wyzwolenia media zajęły się tematem zastępczym. Okazało się nim być tzw. „molestowanie seksualne” osób duchownych. Przeprowadzone badania dowiodły, że częstotliwość przypadków molestowania seksualnego wśród duchowieństwa jest równa częstotliwości wśród osób świeckich. Widać stąd, że wrogowie Kościoła oprócz rozdmuchiwania przypadków autentycznych podciągają pod molestowanie seksualne przejawy okazywania serdeczności. Papież zajął się nowo podrzuconym problemem z taką samą gorliwością jak poprzednimi.

Chociaż Jan Paweł II obejmując swój urząd zastał Kościół w bardzo złym stanie, silnie zinfiltrowany przez lewicę, to w swoich publicznych wystąpieniach daje osobisty przykład pokory, do której nas zachęca. Nie tylko, że nie wyrzuca swoim poprzednikom ich zaniedbań, ale stara się znaleźć w ich działalności strony pozytywne i, jak tylko może, cytuje ich dokumenty.

Reformy i ich mechanizmy

Chcąc zastanawiać się nad reformami i mechanizmami ich przebiegu, zęba najpierw określić, co rozumiemy pod terminem „reforma”. Nie chodzi jednak o definicję encyklopedyczną. Wiadomo – reforma to przekształcenie. Reforma ustrojowa to przekształcenie ustroju, a więc przebudowanie istniejących instytucji, zgodnie ze zmienianym prawem. Takiej reformy nie można przeprowadzić jednym pociągnięciem pióra. Całkowicie błędny jest pogląd, że reforma to uchwalenie nowych ustaw. Oczywiście, nowe ustawy są niezbędne ale realizacja reformy zaczyna się dopiero wtedy, gdy staną się obowiązujące. I na ogół dopiero wtedy zaczynają się prawdziwe trudności. Bo, jak wskazuje doświadczenie, najłatwiej jest zmienić prawo, trudnił przekształcić instytucje, a najtrudniej zmienić ludzką mentalność i nawy Do zmiany prawa wystarczy przekonanie odpowiedniej liczby parlamentarzystów. Aby przekształcić instytucje, trzeba pokonać opory kilku czy kilkunastu tysięcy dyrektorów i kierowników. Ale aby reforma osiągnęła zamierzone cele, trzeba do niej przekonać znacznie więcej ludzi, zwłaszcza tych, którzy do niej negatywnie nastawieni. Trzeba zmienić mentalność setek tysięcy c milionów obywateli.

Dziś, z perspektywy naszych doświadczeń, mogę stwierdzić, że ,il jakakolwiek reforma się udała, muszą wystąpić jednocześnie cztery elementy: wola polityczna liderów, poparcie, a co najmniej przyzwolenie społeczeństwa, wiedza ekspertów oraz wielka rzesza tych osób, które reformę wprowadzą w życie. Było tak w latach 1989-1990. Powstała wielka szansa, którą wówczas udało się wykorzystać. Poczucie konieczności przekształcenia państwa, jakie mieli wtedy nasi liderzy polityczni, zaowocowało ich wolą polityczną przeprowadzenia reform, jakkolwiek nie mieli oni pełnej świadomości o charakteru samorządności terytorialnej, skali i skutków reform. Ale ponieważ istniała grupa osób dysponująca wiedzą, zdobytą w czasie wieloletnich studiów, i w dodatku ciesząca się zaufaniem liderów, stworzono jej możliwe realizacji postulatów zgłaszanych już wcześniej, a które po rozmowach „Okrągłym Stole” stały się elementem programu wyborczego Komitetu Obywatelskiego. Istniało nie tylko poparcie społeczne, ale nawet ogromu presja na dokonanie reform. Wreszcie lokalne komitety obywatelskie przyjmowały ogromną rzeszę ludzi, którzy z wielkim entuzjazmem zaangażowali w proces wdrażania reformy. Zgromadzona wiedza merytoryczna ekspertów pozwoliła na przygotowanie i uchwalenie ustaw zmieniających ustrój na tył radykalnie, że nie było już powrotu do dawnego. Dlatego cała energia została skierowana na wprowadzanie nowego ustroju, a nie na obronę dawnego.

Sytuacja uległa jednak zmianie. Rozłam w obozie „Solidarności” zahamował reformy. Wypaliła się wola polityczna dalszych zmian. Wyczerpano zgromadzoną wcześniej wiedzę. Poparcie społeczne i zaangażowanie rzesz radnych nie wystarczały, aby posuwać naprzód proces przekształceń. Lata 1991-1992 czas zastoju.

Sytuacja zmieniła się, gdy powstał rząd Hanny Suchockiej. Wola polityczna dokonania reform sukcesywnie narastała. Brak było jednak dostatecznej wiedzy, gdyż zgromadzona poprzednio została spożytkowana w reformach. Prace zespołów rządowych, prowadzone w latach 1991-1992, nie mogły zastąpić gromadzenia bieżących doświadczeń już funkcjonujących samorządów i prac nad programami kolejnych reform i sposobami ich realizacji. Dopiero nowo utworzony rząd uruchomił proces uzupełniania wiedzy i budowania programów. W 1993 r. powtórnie zagrały wszystkie cztery czynniki. Zabrakło tylko czasu, aby wykorzystać tę sytuację.

Koalicja SLD-PSL przyniosła zahamowanie procesów reformatorskich. Nie było już woli politycznej. Zainicjowany wcześniej proces przemian miał jednak pewną dynamikę. Przede wszystkim potrzeba dalszych przekształceń brała się oczywista dla środowisk intelektualnych, które prowadziły studia l badania, rozbudowując kapitał wiedzy. Jednocześnie rozwijające i wzmacniające się samorządy uzyskały uznanie społeczeństwa i wykształciły silne grupy lokalnych polityków i kompetentnych pracowników samorządowych, którzy [domagali się zmian na rzecz samorządu terytorialnego. Te czynniki umożliwiły przeprowadzenie kolejnych reform w 1998 r., gdy władzę przejęła koalicja AWS-UW i gdy wola polityczna znów zaistniała.

Ustawa konstytucyjna z 24 kwietnia 1935

Ustawa konstytucyjna z 24 kwietnia 1935 roku składała się z 81 artykułów podzielonych na 14 rozdziałów. Zasady ustrojowe zostały zawarte w pierwszych 10 artykułach. Określały charakter państwa, jego cele i strukturę organizacyjną, stosunek państwa do społeczeństwa i jednostki. Konstytucja kwietniowa utrzymała nazwę państwa – Rzeczpospolita Polska. Pozostawiła również zasadę jedności państwa z ustępstwem na rzecz autonomii Śląska. Nowa koncepcja państwa zapisana została w art.1 konstytucji, stwierdzającym, że: „Państwo Polskie jest wspólnym dobrem wszystkich obywateli”. Konstytucja kwietniowa uznawała prymat interesów zbiorowych nad indywidualnymi. Państwu zapewniała stanowisko nadrzędne wobec społeczeństwa, przyznając mu szerokie możliwości ingerencji w stosunki społeczne, gospodarcze i kulturalne. Zerwanie z zasadami suwerenności narodu i podziału władz, a przyjęcie w ich miejsce zasad suwerenności państwa i jego prymatu nad społeczeństwem było wspólne z ideałami konserwatystów. Również pozycja Prezydenta zapewniająca duży autorytet skupionej i silnej władzy centralnej zgodna była z ideą konserwatywno – monarchistyczną. Głowa państwa uznana w konstytucji kwietniowej za źródło i nosiciela władzy państwowej, koncentrowała w sobie jednolitą i niepodzielną władzę. Wyrażał to art. 2: „Na czele państwa stoi Prezydent Rzeczypospolitej (…) W jego osobie skupia się jednolita i niepodzielna władza państwowa”. Prezydent za swoje działania nie ponosił odpowiedzialności ani konstytucyjnej, ani politycznej. „Na Nim (Prezydencie) spoczywa odpowiedzialność wobec Boga i historji za losy Państwa”. Pozostałe organy państwa były Prezydentowi podległe. Art. 3 mówił, że: „Organami Państwa, pozostającymi pod zwierzchnictwem Prezydenta Rzeczypospolitej, są: Rząd, Sejm, Senat, Siły Zbrojne, Sądy, Kontrola Państwowa. Ich zadaniem naczelnem jest służenie Rzeczypospolitej”, a art. 11 dodawał, iż: „Prezydent Rzeczypospolitej, jako czynnik nadrzędny w Państwie, harmonizuje działania naczelnych organów państwowych”. System wyboru prezydenta według konstytucji kwietniowej był rozwiązaniem zupełnie nowym. Łączył w sobie elementy nawiązujące do tradycji monarchicznej – mianowanie następcy przez ustępującego władcę (Prezydenta), z systemem elektorskim. Art. 16 konstytucji mówił: „Wybór Prezydenta Rzeczypospolitej odbywa się w sposób następujący: Kandydata na Prezydenta Rzeczypospolitej wybiera Zgromadzenie Elektorów. Ustępującemu Prezydentowi Rzeczypospolitej służy prawo wskazania innego kandydata.” Z dwóch kandydatów wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej dokonywali obywatele w głosowaniu powszechnym. Zgromadzenie Elektorów według zapisu art. 17 składało się z: „(…) Marszałka Senatu, jako przewodniczącego, Marszałka Sejmu, jako jego zastępcy, z Prezesa Rady Ministrów, Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych oraz z 75 elektorów, wybranych z pośród obywateli najgodniejszych w 2/3 przez Sejm i w 1/3 przez Senat”. Przejawia się w tym zapisie czynnie towarzysząca tej ustawie zasada elitaryzmu. Rozwiązania konstytucji kwietniowej w kwestii statusu jednostki w społeczeństwie odmienne były od jednej z głównych zasad konstytucji marcowej – zasady równości wszystkich wobec prawa (art. 96). Zakładano, że dobro państwa i jego siła mają być kształtowane poprzez prymat elit w życiu społeczeństwa. O mierze uprawnień politycznych obywatela decydować miało współdziałanie i stopień aktywności w budowie dobra powszechnego. Mówił o tym art. 7: „Wartością wysiłku i zasług obywatela na rzecz dobra powszechnego mierzone będą jego uprawnienia do wpływania na sprawy publiczne”. Elita posiadała w państwie pozycje uprzywilejowaną, polegającą na tym, że przy zachowaniu równych z innymi obywatelami obowiązków przysługiwały jej szczególne prawa. Uprawnienia te miały jedynie charakter polityczny, nie przyznawały żadnych korzyści osobistych. Członkowie elit – osoby o szczególnych zasługach, zajmowały miejsca w Senacie i Zgromadzeniu Elektorów.

Kadencję prezydenta art. 20 określał na 7 lat. Zastępstwo prezydenta, w wyniku opróżnienia urzędu powierzone zostało Marszałkowi Senatu (art. 23). Posiadał on wówczas wszystkie prezydenckie uprawnienia. Prezydent posiadał szeroki wachlarz kompetencji, które można podzielić na: ustawodawcze, ustrojodawcze, wykonawcze, kontrolne, oraz nadzwyczajne na wypadek wojny[1].

Do kompetencji ustawodawczych możemy zaliczyć: prawo wydawania dekretów z mocą ustawy (art. 55 i 56) w każdym czasie, dotyczących organizacji Rządu, zwierzchnictwa Sił zbrojnych oraz organizacji administracji rządowej. W stosunku do ustaw sejmu i senatu prezydentowi przysługiwało prawo veta zawieszającego (art.54 pkt 2) do następnej sesji zwyczajnej. Prezydent mianował 1/3 senatorów (art. 47 pkt 1), zwoływał i rozwiązywał Sejm i Senat (art.12), zarządzał otwarcie, odroczenie i zamknięcie sesji Sejmu i Senatu (art.12).

W zakresie ustrojodawczym prezydentowi przysługiwało prawo uprzywilejowanej inicjatywy w sprawie zmiany konstytucji (art.80), oraz prawo veta w stosunku do poselskiego projektu zmiany konstytucji (art.80).

Z kompetencji wykonawczych prezydenta wymienić należy: uprawnienia związane z obsadzeniem urzędu prezydenta (wskazywanie kandydata, zwoływanie zgromadzenia elektorów, zarządzanie głosowania powszechnego) – (art.16-18), mianowanie: prezesa Rady Ministrów (i na jego wniosek ministrów) (art.12), mianowanie sędziów, I prezesa Sądu Najwyższego, prezesa Najwyższej Izby Kontroli, Naczelnego Wodza i Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych, sędziów Trybunału Stanu, (art. 13) oraz prawo łaski i reprezentowanie państwa na zewnątrz.

Do kompetencji kontrolnych zaliczyć należy: prawo rozwiązywania parlamentu (art. 12b i 13h), prawo odwoływania: prezesa Rady Ministrów, prezesa Najwyższej Izby Kontroli,  Naczelnego Wodza i Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych, ministrów, prawo pociągania ministrów do odpowiedzialności konstytucyjnej (art.12 i 13).

Nadzwyczajne uprawnienia prezydenta na okres wojny związane były z: wyborem następcy, mianowaniem Naczelnego Wodza, zarządzaniem stanu wojennego (art.79), wydawaniem dekretów w zakresie całego ustawodawstwa państwowego z małymi wyjątkami (art. 55 pkt a-g).

Według zasad konstytucji kwietniowej Prezydent stał się uosobieniem i realnym nosicielem suwerenności Państwa. Był czynnikiem nadrzędnym w państwie, powołany do szczególnej „troski o dobro Państwa, gotowość obronną i stanowisko państwa wśród narodów świata” (art. 2 pkt 3), obdarzony został jednolita i niepodzielna władzą.

W konstytucji kwietniowej swoje odbicie znalazła sanacyjna doktryna „nowego państwa” wyrażająca pewien całokształt koncepcji ustrojowych. Zamiast liberalnej koncepcji państwa – związku politycznego dla zachowania praw naturalnych człowieka, pojawił się nowy typ, nie uznający za swoją podstawę umowy społecznej lecz państwo „konieczne i naturalne, na solidarności i zależności wzajemnej oparte zespolenie obywatelskie organizujące współpracę obywatelską dla urzeczywistnienia ładu prawnego, rozszerzenia i udoskonalenia życia i jego warunków” (Wacław Makowski – prawnik i polityk, współtwórca projektu konstytucji kwietniowej). Konstytucja miała realizować koncepcję państwa silnego, opartego na pracy i wartościach moralnych, które „ma być państwem stanowiącym własność całego narodu, ma być dobrem, które należy do wszystkich” (Stanisław Car – doradca prawny J. Piłsudskiego, współtwórca projektu konstytucji kwietniowej). Według takich właśnie koncepcji widzą działające państwo doskonałe konserwatyści i monarchiści.

Nie uregulowana została w konstytucji kwietniowej kwestia stosunków Państwo – Kościół. Oznacza to odejście od potraktowania wiary rzymsko-katolickiej jako „religii przeważającej większości narodu zajmującej w Państwie naczelne stanowisko wśród równouprawnionych wyznań”  wyrażone w konstytucji marcowej, lecz nie nadaje nowej wysokości priorytetu dla tego wyznania. Jest to z pewnością znaczące uchybienie dla tej ustawy.

Kwestia zmiany konstytucji również pozostawia wiele do życzenia. Zapis dotyczący zmiany konstytucji został skonstruowany tak, aby bez woli prezydenta nie mogło się to odbyć. Wniosek o zmianę konstytucji postawić mógł: Prezydent, Rząd lub 1/4 ustawowej liczby posłów.  Ustawa zmieniająca konstytucję z inicjatywy Prezydenta wymagała zgody Sejmu i Senatu powziętej zwykłą większością głosów, z inicjatywy Rządu lub Sejmu – zgody powziętej większością ustawowej liczby posłów i senatorów.

Konstytucja z 24 kwietnia 1935 roku realizowała założenia ideowe i programowe sanacji – koncepcję silnej władzy centralnej z dominującą pozycją Prezydenta. Stworzona została na miarę autorytetu jednego człowieka – marszałka Józefa Piłsudskiego, zawiodła, gdy zabrakło osoby zdolnej zrealizować jej założenia doktrynalno-ustrojowe. Jej rozwiązania wyrażały nieufność do założeń demokracji politycznej oraz niechęć do uznawania społeczeństwa jako podmiotu władzy państwowej.

Po śmierci J. Piłsudskiego obóz sanacyjny ulegał stopniowemu rozbiciu. Głównie za przyczyną prezydenta Ignacego Mościckiego, który odmówił ustąpienia z urzędu na rzecz Walerego Sławka. Przez ostatnie cztery lata II Rzeczypospolitej kształtował się przeciwny prawu, faktyczny ośrodek kierowniczy władzy państwowej, złożony z Prezydenta RP, Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych (Edwarda Rydza-Śmigłego), premiera i ministra spraw zagranicznych. Rzeczpospolita Polska w okresie II wojny światowej, pod postacią Polski Podziemnej,  kontynuowała ciągłość polityczno-ustrojową sprzed napaści zbrojnej na Polskę hitlerowskich Niemiec i Związku Radzieckiego.

[1] J.Bardach, B.Leśnodorski, M.Pietrzak: Historia ustroju i prawa polskiego, Warszawa 1994, PWN s.503

Karol Wojtyła a upadek komunizmu

[opinie w tej pracy są tylko opiniami autora – to nic obiektywnego]

Upadek komunizmu w większości państw, w których występował nie uwolnił Kościoła od jego wrogów. Już pierwszy papież św. Piotr Apostoł ostrzegł nas: „Starszych więc, którzy są wśród was, proszę, ja również starszy, a przy tym świadek Chrystusowych cierpień oraz uczestnik tej chwały, która ma się objawić: paście stado Boże, które jest przy was, strzegąc go nie pod przymusem, ale z własnej woli, jak Bóg chce; nie ze względu na niegodziwe zyski, ale z oddaniem; i nie jak ci, którzy ciemiężą gminy, ale jako żywe przykłady dla stada. Kiedy zaś objawi się Najwyższy Pasterz, otrzymacie niewiędnący wieniec chwały. Tak samo wy, młodzieńcy, bądźcie poddani starszym! Wszyscy zaś wobec siebie wzajemnie przyobleczcie się w pokorę, Bóg bowiem pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje. Upokórzcie się przed mocną ręką Boga, aby was wywyższył w stosownej chwili. Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was. Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu! Wiecie, że te same cierpienia ponoszą wasi bracia na świecie. A Bóg wszelkiej łaski, Ten, który was powołał do wiecznej swojej chwały w Chrystusie, gdy trochę pocierpicie, sam was udoskonali, utwierdzi, umocni i ugruntuje. Jemu chwała i moc na wieki wieków! Amen!” (1 P 5,1÷11 ). Współczesnym przejawem okrążania nas przez diabła jest przemiana komunizmu w: political correctness, feminizmie, wrażliwość międzykulturową, socjaldemokracje, New Age, postmodernizm, eurosocjalizm, Unię Europejską, tzw. “propagowanie tolerancji”; walki z: faszyzmem, rasizmem, nietolerancją etc., etc., czyli wszystko to, co składa się na pojęcie cywilizacji śmierci. Przemiana jest tylko kosmetyczna, bardzo powierzchowna, pozostawiająca nienaruszoną całą istotę zła. Bez trudu możemy odnaleźć wszystkie te elementy, które konstytuowały komunizm: “sumienie to bywa często zniekształcone, by nie powiedzieć: podporządkowane przez różne systemy społeczno polityczne i ideologiczne , które także są dziełem ludzkiego ducha. Kiedy ludzie pozwalają się zwodzić systemom, które ukazują globalną, wyłączną i manichejską niemal wizję ludzkości, a warunkiem postępu czynią walkę z innymi, ich eliminację lub ujarzmienie, wówczas zamykają się w mentalności wojennej, która utrwala napięcia i czyni ich prawie niezdolnymi do dialogu. Niekiedy bezwarunkowa akceptacja tych systemów staje się swego rodzaju bałwochwalstwem wobec przemocy, siły i bogactwa, jakąś formą zniewolenia, które odbiera wolność nawet samym rządzącym”, „manipulacje ideologiczne, spowodowane przez agresywne zamiary”, „ograniczoności i stronniczości systemów filozoficznych oraz społecznych, sprowadzających człowieka i historię na zamknięty teren sił materialnych, gdzie liczy się jedynie potęga”, „złożony sposób sprawowania władzy”, “odpowiedzialność rozłożona jest na więcej osób”, „niektóre z zainteresowanych stron są karmione ideologiami, które wbrew oświadczeniom sprzeciwiają się godności osoby ludzkiej i jej słusznym dążeniom, zgodnym ze zdrowymi zasadami rozumu, prawa naturalnego i wiecznego; ideologiami, które w walce widzą energię napędową historii, w sile — źródło prawa, w wynajdywaniu wroga — polityczne abecadło”.

Godny Następca Świętego Piotra zareagował na tą nową diabelską rundę jako jeden z pierwszych: „[…] Nasz wiek XX był okresem szczególnych gwałtów zadawanych ludzkim sumieniom. W imię totalitarnych ideologii miliony ludzi zmuszano do działań niezgodnych z ich najgłębszymi przekonaniami. Wyjątkowo bolesne doświadczenia ma pod tym względem cała Europa Środkowo Wschodnia. Pamiętamy ten okres zniewolenia sumień, okres pogardy dla godności człowieka i cierpienia tylu niewinnych ludzi, którzy własnym przekonaniom postanowili być wierni. Pamiętamy, jak doniosłą rolę odegrał w tamtych trudnych czasach Kościół jako obrońca praw sumienia¬ — i to nie tylko ludzi wierzących! Zadawaliśmy sobie w tamtych latach pytanie: Czy może historia płynąć przeciw prądowi sumień? Za jaką cenę »może«? Właśnie: za jaką cenę?… Tą ceną są głębokie rany w tkance moralnej Narodu, a przede wszystkim w duszach Polaków, które jeszcze się nie zabliźniły, które jeszcze długo trzeba będzie leczyć. O tamtych czasach wielkiej próby sumień trzeba pamiętać, gdyż są one dla nas stale aktualną przestrogą i wezwaniem do czujności: aby sumienia Polaków nie uległy demoralizacji, aby nie poddały się prądom moralnego permisywizmu, aby umiały odkryć wyzwalający charakter wskazań Ewangelii i Bożych przykazań, aby umiały wybierać, pamiętając o Chrystusowej przestrodze: »Cóż za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę?« (Mk 8,36 37). Wbrew pozorom, praw sumienia trzeba bronić także dzisiaj. Pod hasłami tolerancji w życiu publicznym i w środkach masowego przekazu szerzy się bowiem coraz większa nietolerancja. Odczuwają to boleśnie ludzie wierzący. Zauważa się tendencje do spychania ich na margines życia społecznego, ośmiesza się i wyszydza to, co dla nich stanowi nieraz największą świętość. Te formy powracającej dyskryminacji budzą niepokój i dają wiele do myślenia. Bracia i Siostry! Czas próby polskich sumień trwa! Musicie być mocni w wierze! Dzisiaj, kiedy zmagacie się o przyszły kształt życia społecznego i państwowego, pamiętajcie, że zależy on przede wszystkim od tego, jaki będzie człowiek¬ — jakie będzie jego sumienie. […]” [6]. W swojej homilii Papież przedstawił ewolucję zła od komunizmu do nowych, współczesnych form. Można też uznać, że homilia ta była punktem zwrotnym, w którym JŚ przeszedł od walki z komunizmem do obecnie toczonej walki z cywilizacją śmierci. Znamienna jest reakcja tzw. “katolewicy”. Zachowywali się jak tępi uczniowie z nagła przez nauczyciela wyrwani do tablicy. Bąkali coś bez przekonania, starając się usilnie, jak zwykle, narzucić słowom Jana Pawła II swoją zakłamaną interpretację. Audycje telewizyjne, w których występowali były manipulowane, aby na poruszenie najważniejszych spraw nie starczało już czasu. Widać było, że Ojciec Święty ugodził ich celnie i dotkliwie. Warto zwrócić uwagę, że Papież użył terminu “permisywizm”. Inni hierarchowie i publicyści, mający pretensje do uważania ich za “katolickich”, najczęściej w podobnym znaczeniu nieprawidłowo używają terminu “liberalizm”. Warto, by brali przykład z Ojca Świętego.

Karol Wojtyła zajmuje się nie tylko polityką międzynarodową, ale też i wewnętrzną: „[…] Nie wolno już odwlekać nadejścia dnia, w którym także ubogi Łazarz zasiądzie do uczty obok bogacza i nie będzie musiał żywić się tym, co spada ze stołu (por. Łk 16, 19‑31). Skrajna nędza rodzi przemoc i urazy, wywołuje zgorszenie. Usuwanie jej jest dziełem sprawiedliwości, a tym samym służy pokojowi. Jubileusz jest naglącym wezwaniem do nawrócenia serca przez przemianę życia. Przypomina wszystkim, że nie wolno przypisywać absolutnej wartości dobrom ziemskim, gdyż one nie są Bogiem[…]” [5]. Aby dobrze zrozumieć sens tych słów należy je odczytać razem z: „Ubodzy w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie są waszymi braćmi i siostrami w Chrystusie. Nie możecie zadowolić pozostawieniem im świątecznych okruchów. Musicie dzielić się tym, co posiadacie, a nie oddawać tylko to, co wam zbywa. Czy bogacz został potępiony za to, iż był bogaczem? Nie, został potępiony, ponieważ nie zwracał uwagi na drugiego człowieka” [4] (s. 65, podczas pielgrzymki do Stanów Zjednoczonych, 1÷8 października 1979r., Yankee Stadium). Wyraźnie tu widzimy, że dzielenie się swoimi dobrami z potrzebującymi powinno być całkowicie dobrowolne, bo bez dobrowolności nie ma zasługi przed Bogiem. Namiestnik Chrystusowy troszczy się tu nie tylko o zaspokojenie potrzeb ludzi biednych, ale Jego celem, nie mniej ważnym, jest zbawienie duszy ludzi zamożnych. Warunkiem zbawienia jest troszczenie się o swoich bliźnich. Sternik Nawy Kościelnej nie apeluje tu o grabienie bogatych na rzecz sfinansowania państwowych programów socjalnych, gdyż nie prowadzi to do zbawienia.